Bez niego nasze medale by nie istniały. Wspomnienie Czesława Cybulskiego

  • Bez Czesława Cybulskiego rzut młotem nie byłby w Polsce dyscypliną jednoznacznie kojarzącą się z medalami wszystkich imprez. Nie do przecenienia jest wpływ trenera na najwybitniejszych budowniczych młotów z orłem na piersi
  • Na treningach wyznawał karkołomną pracę, prywatnie pokazał zupełnie inne oblicze. Był miłośnikiem jazzowych big-bandów, smakoszem koniaku, zapalonym ogrodnikiem i świetnym gawędziarzem
  • Niektórzy zawodnicy wypadli z Cybulskiego. Nie zraziło go to. Po rozstaniu się z trzema wielkimi gwiazdami stanął na głowie, by się podnieść. A szkoląc Pawła Fajdka, doprowadził go do mistrzostwa świata w Moskwie, by znów wrócić do treningowej ligi
  • Więcej takich tekstów można znaleźć na stronie głównej Onetu

Zanim jego podopieczni wspięli się na światowe wyżyny, z ręki Cybulskiego wyszli czołowi polscy młocarnie – Ireneusz Gołda, Mariusz Tomaszewski i Leszek Woderski. Ponieważ był bardzo wymagającym trenerem, dochodziło do konfliktów, z których największe spowodowały, że latem 2009 roku Anita Włodarczyk odeszła od niego, by w Berlinie zdobyć swój pierwszy tytuł mistrza świata, a kilka tygodni później ustanowił rekord świata.

Początek wielkich osiągnięć Cybulskiego to zdobycie przez Szymona Ziółkowskiego złote medale na Igrzyskach Olimpijskich 2000 w Sydney i Mistrzostwach Świata 2001 w Edmonton. W 2013 roku w Moskwie pod okiem poznańskiego trenera Paweł Fajdek po raz pierwszy zdobył tytuł mistrza świata. Podczas współpracy z Fajdkiem, która rozpoczęła się po odejściu Anity, podczas treningu doszło do wypadku. Cybulski został uderzony w nogę liną młota i długo musiał się leczyć, ale w końcu wyzdrowiał.

Kto zna Czesława Cybulskiego tylko z lekkiej atletyki, nie przyszłoby nawet do głowy, że tym – bodaj największym w polskim sporcie – zwolennikiem okrutnego reżimu treningowego, prywatnie, jest dusza ludzka. Miłośnik jazzowych big-bandów, smakosz koniaku, zapalony ogrodnik, świetny gawędziarz. Dziwne było to, że ani mistrz olimpijski Szymon Ziółkowski, ani Kamila Skolimowska, Joanna Fiodorow, ani pozostająca pod jego opieką Anita Włodarczyk przez krótki czas nie wytrzymali z nim treningu.

Twórca najlepszej dziś szkoły rzucania młotem w Poznaniu pochodzi z małego miasteczka Mosina w Wielkopolsce. Przed wojną – jak twierdził Cybulski – tysiące ludzi przychodziło do tego miasta uszyć garnitur, bo słynęło ono z mistrzów krawiectwa. Gdy podczas Wiosny Ludów Prusom udało się rozbroić 3 maja 1848 r., aż do klęski pod Rogalinem, słynna Rzeczpospolita Mosińska, wyzwolona z zaborów, istniała przez całe pięć dni, a Jakub Krauthofer-Krotowski ogłosił Mosinę tymczasowa stolica Polski. Ojciec Cybulskiego był ogrodnikiem w Mosinie i stąd pasja Czesława do uprawy warzyw, owoców i kwiatów. W każdej wolnej chwili wsiadał do swojego Forda Fiesty i wjeżdżał na działkę z m.in. śliwami i czereśniami.


Fot. Łukasz Ogrodowczyk/PAP

Czesław Cybulski

Miał zaledwie cztery lata, gdy wybuchła II wojna światowa. Przyszli Niemcy i wiele rodzin zaczęło wyprowadzać się ze swoich domów.

– To był okres straszliwej biedy i głodu. Pamiętam, że jako sześciolatek musiałam nauczyć się gotować obiady dla całej rodziny i nic dziwnego, że po wielu latach moje umiejętności kulinarne chwaliła Anita Włodarczyk, kiedy przygotowywałam ciepłe posiłki na obozach sportowych – chwaliła się wybitny trener.

– Z punktu widzenia mieszkańców Mosiny trudno było w 1945 roku powiedzieć, czy gorzej było z niemieckim okupantem, czy sowieckimi wyzwolicielami, którzy masowo gwałcili kobiety i mordowali wielu mężczyzn – zakończył wspomnienia z trudnych czasów wojny i powojennych. .

Cybulski wstąpił do Gdańskiego Technikum Wychowania Fizycznego, jednej z trzech tego typu szkół sportowych w PRL, po przeczytaniu ogłoszenia w „Przeglądzie Sportowym”. – Najpierw zdałem egzamin do takiej szkoły w Katowicach, ale potem doszedłem do wniosku, że Gdańsk jest znacznie ciekawszy niż Śląsk – wyjaśnił. – Studiowaliśmy skrócony program studiów WF, studia trwały trzy lata, kończące się maturą i stopniem instruktora sportu. Kilka lat po mnie tę samą szkołę ukończył Sławomir Nowak, później słynny trener polskich płotków i rekordzista świata w biegu na 800 m Kenijczyków w duńskich barwach Wilsona Kipketera – przypomniał “Cybulenko”.

W drugiej połowie lat 40. sport był dla młodych ludzi jedyną odskocznią od trudów dnia codziennego. – Czego wtedy nie robiłem z przyjaciółmi! Graliśmy w piłkę na ulicy iw tym samym miejscu zorganizowaliśmy zawody biegowe, rozgrywaliśmy mecze hokeja na zamarzniętej Warcie, skakaliśmy w drzewach. Mężczyzna rozwinął taką sprawność fizyczną, że wtedy udało mi się pięć razy ominąć pełnowymiarową bramkę piłkarską na rękach – wzdychając do dawnych czasów weteran treningu lekkoatletycznego, który ukończył studia magisterskie na Warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego , a następnie doktoryzował się na Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu.

Czesław Cybulski i Anita Włodarczyk

Fot. Rafał Jonik / newspix.pl

Czesław Cybulski i Anita Włodarczyk

Życie nie rozpieszczało Cybulskiego, do ciężkiej pracy był przyzwyczajony od dziecka. Choć pracował w Poznaniu jako nauczyciel wychowania fizycznego i trener od 1955 roku, w tym czasie był tylko dwa razy z żoną i synem na rodzinnym święcie, który potocznie nazywa świętami. Kiedyś chciał rzucić lekkoatletykę i zostać trenerem rugby w Energetyce Poznań, ale na złość w tym klubie po prostu potrzebowali trenera lekkoatletyki, więc na początku znokautowali tak szokującą zmianę specjalizacji.

Najważniejsza była dla niego dyscyplina treningowa. Jego pierwszymi uczniami na światowym poziomie byli poznański rolnik Ireneusz Golda, a także Mariusz Tomaszewski i Leszek Woderski. Szymona Ziółkowskiego przywiózł do niego w 1988 roku jego ojciec, Jerzy Ziółkowski, który wcześniej także u Cybulskiego ćwiczył rzucanie młotem. Szymon od początku okazał się tremendous talentem, ale po zdobyciu tytułów olimpijskich i mistrzostw świata nie bardzo chciał słuchać muła, jakim był Cybulski.

W 2004 roku na obozie w Portugalii trener ogłosił, że rezygnuje ze współpracy ze swoim słynnym uczniem. Na znak solidarności z Szymonem współpracę z Cybulskim zerwała również nieżyjąca już mistrzyni olimpijska Kamila Skolimowska. – Witaj Anitę w klubie obrażonych – mógł powiedzieć Szymon Ziółkowski w 2009 roku, kiedy na zgrupowaniu w Cetniewie prowadzący już światowy młot Włodarczyk odwrócił się od Cybulskiego, zniechęcony jego wulgarnym, upokarzającym wezwaniem podczas treningu.

Po rozstaniu z trzema gwiazdami Cybulski, który pracował w PZLA od 1968 roku, stał się postacią zmarginalizowaną, ale nie stracił zapału do pracy, mimo że był emerytem od 1985 roku. głowę, by się odsłonić. A szkoląc Pawła Fajdka od kwietnia 2010 roku, poprowadził go na mistrzostwa świata w Moskwie, by ponownie wrócić do treningowej ligi.

Paweł Fajdek i Czesław Cybulski

Fot. Adam Warżawa/PAP

Paweł Fajdek i Czesław Cybulski

W Poznaniu od dziesięcioleci uczy na boisku AZS. Przez pewien czas szkolił Anitę pod kierunkiem św. Rocha, co było światową sensacją. Następnie obok Fajdka opiekował się finalistką olimpijską z Londynu Joanną Fiodorow i obiecującą juniorką Malwiną Kopron. Nic nie mogło zniechęcić nieuleczalnego pasjonata Cybulskiego do kontynuowania pracy szkoleniowej.

W swoim czasie Cybulski wychowywał też czołowego skoczka w dal Stanisława Szudrowicza (8,03 m) oraz obiecującego lekkoatletę, obecnie prezesa PKOl Andrzeja Kraśnickiego, który ustanowił rekord powiatu poznańskiego w skoku wzwyż. kategoria młodzieżowa.

Odszedł ktoś, kto złotymi literami zapisał się w historii polskiej lekkoatletyki i polskiego sportu w ogóle. Bez Cybulskiego nie mielibyśmy zawodów najbardziej reprezentatywnych, najbardziej medalowych, jakim był dzięki niemu rzut młotem.

***

– Najpierw piłkarz, potem celebryta – mówi o sobie. Nie „chodzi po ścianach”, nie zwraca na siebie uwagi mediów. Interesują go media, choć niekoniecznie w kontekście sportowym. Łukasz Kadziewicz wypytuje go o karierę piłkarską, a Jarosław Bieniuk odpowiada, co dał mu sport, co wziął i czy czuł się spełniony zawodowo. – W piłce nożnej pułap jest tak wysoki, że trudno powiedzieć – jestem zadowolony – przyznaje. Przyznaje, że na jego karierę duży wpływ miało jego życie prywatne. Pozytywne? Negatywne? Pokazuje też, czego brakowało jego pokoleniu, by sięgnąć po więcej w piłce nożnej i jakie może mieć to połączenie… z Unią Europejską.

Leave a Comment

A note to our visitors

This website has updated its privacy policy in compliance with changes to European Union data protection law, for all members globally. We’ve also updated our Privacy Policy to give you more information about your rights and responsibilities with respect to your privacy and personal information. Please read this to review the updates about which cookies we use and what information we collect on our site. By continuing to use this site, you are agreeing to our updated privacy policy.