Pomogę innym, a Ty się mną zaopiekujesz

W sobotę o godzinie 16.00 rozpocznie się główna część Memoriału Kamili Skolimowskiej w Chorzowie, która po raz pierwszy znalazła się w cyklu Diamentowej Ligi. Begin ogłosiło kilkunastu złotych medalistów ostatnich mistrzów świata w amerykańskim Eugene. Jednym z najważniejszych konkursów będzie rzut młotem – zarówno ze względu na Kamili Skolimowską, jak i ze względu na silną obsadę tych zawodów. Między innymi mistrz olimpijski i mistrzowie świata Wojciech Nowicki i Paweł Fajdek. Transmisję w Polsacie Sport komentować będą Artur Partyka i Adam Kszczot.

Przemysław Iwanieczyk: Przyznajesz, że to dość smutna ironia losu, że zaledwie kilka dni przed Memoriał Kamili Skolimowskiej, który odbywa się po raz pierwszy w Diamentowej Lidze, dowiedzieliśmy się o śmierci legendarnego trenera polskich młotów Czesława Cybulskiego .

Marcin Rosengarten: Naprawdę. Trener Cybulski był wychowawcą wielu polskich gwiazd tego konkursu. Spod jego ręki wyszła Anita Włodarczyk, Szymon Ziółkowski, pewien epizod miała też Kamila. To dodatkowo skłania całą społeczność do poświęcenia większej ilości czasu na rzucanie młotem podczas sobotniego spotkania. Trener Cybulski zrobił wszystko, aby polska szkoła tego sportu była znana i szanowana na świecie i przywoził medale z każdej imprezy.

Nigdy na tyle, by mówić o takich postaciach i nigdy na tyle, by wspomnieć o Kamili Skolimowskiej. Nie chcę drapać w tobie nieprzyjemnych wspomnień, ale pytam, czy pamiętasz ten tragiczny dzień w lutym 2009 roku?

Doskonale pamiętam ten dzień, zmienił całe moje życie. Gdyby nie śmierć Kamili, na pewno byłabym w zupełnie innym miejscu, może robiłabym inne rzeczy. Z reguły po tylu latach pamiętasz fragmenty wydarzeń lub nawet masz zupełnie pustą głowę, ale w tym przypadku mogę wszystko dokładnie odtworzyć. Zaczynając od porannych serwisów informacyjnych, które przygotowałem i prowadziłem dla Polskiego Radia 1. Później standardowo położyłem się spać, nadrabiając noc, która była przerwana z powodu pracy, o godzinie 12 miałem ostatni serwis, po czym pojechałem do Częstochowy na kolejny mecz siatkarzy z tego miasta w europejskich pucharach. Pamiętam, że wtedy było straszne zamieszanie, padał niemiłosiernie śnieg. Kama wychodziła na popołudniowy trening, pamiętam korespondencję z nią z samochodu. Była 16:00, może 16:30. Ostatni sms jaki od niej dostałem brzmiał: „Zadbaj o siebie, daj mi znać, jak tam dotrzesz, dobra droga, pamiętaj, że Cię kocham”… To była ostatnia wiadomość.

Czy pamiętasz, jak powstała między wami relacja?

Zaczęło się bardzo źle, to była skomplikowana sytuacja, mój wielki błąd otworzył nasz związek. Wydawało się, że to nie może trwać dalej. Jako początkujący dziennikarz Radia Katowice przyjechałem do Warszawy na Memoriał Janusza Kusocińskiego. Kama była pierwszą wielką gwiazdą w lekkoatletyce, z którą miałem przeprowadzić wywiad. Szczerze, żadna z wielkich postaci sportu nie chciała wtedy ze mną rozmawiać, niewiele osób chciało porozmawiać z przedstawicielem lokalnej rozgłośni radiowej. Przez długi czas walczyłem o zaaranżowanie takiego wywiadu z kimkolwiek. Kama odebrała telefon. Rozmawialiśmy tak, jakbyśmy znali się od dziesięciu lat lub dłużej. “Nie ma problemu, proszę pana. Będę na Pamiątce, chociaż nie zrezygnuję z powodu kontuzji. Porozmawiamy. Chętnie umówię się na spotkanie – słyszałem. Przyjechałem do Warszawy, wszystko było przygotowane, pamiętam, że Kama przygotowała spokojne miejsce na rozmowę, aby spełnić standardy radiowe. Jeszcze w pociągu przygotowywałem się do tego wywiadu. Pomyślałam sobie, że skoro to moja pierwsza taka rozmowa, to muszę jakoś zabłysnąć. Musi być przedstawienie, trzeba się pokazać, nie można zadawać prostych pytań.

Zacząłem tak: jak to jest, że mistrz olimpijski nic nie wygrał? Później zapytałem o problemy złotego medalisty z Sydney. Kama spojrzała na mnie i cierpliwie odpowiedziała, że ​​w sporcie bywa to na różne sposoby, są upadki, kontuzje itp. Nie wystarczyło. Myślałem, że nawet Kamila Skolimowska mnie nie wkurzy i jak skończony baran kopałem dalej. Drugie pytanie brzmiało: jak to się dzieje, że tak utytułowany i doświadczony zawodnik ma tyle kontuzji? Przecież z czegoś wynika, może ze złego treningu?

To pytanie właściwie zakończyło naszą rozmowę. Pamiętam jej wzrok i do dziś wstydzę się za te słowa, mimo że minęło 18 lat. Była spokojna, patrząc z politowaniem, odpowiedziała, że ​​są dziennikarze, którzy wiedzą o sporcie i tacy, którzy o nim nie wiedzą. I dodała, że ​​skoro ma do czynienia z tym ostatnim, będzie musiała od początku wytłumaczyć cały sport. Wiedziałem, że to przeszkodzi mi nie tylko w rozmowach z Kamilą, ale także z innymi sportowcami. Odpowiedziała od niechcenia „tak”, „nie”, „nie wiem” na kolejne trzy pytania.

Skracając tę ​​historię, Kama w niezwykły sposób zapomniała o imionach i nazwiskach. Czekałem dobry rok, mając wszystkiego dość, w ogóle nie spędzałem czasu. Pojawiła się kolejna okazja, Kama pobiła rekord Polski. Postanowiłem zadzwonić, żeby chociaż wyjaśnić tę niefortunną sytuację. Podniosła słuchawkę. Byłem w szoku. Tym bardziej, że nie zareagowała, kiedy się przedstawiłem. Po prostu zapomniała mojego imienia. Umówiliśmy się w warszawskim centrum handlowym Arkadia, ja siedziałam w jej ulubionej cukierni. Patrzę, jak jedzie ruchomymi schodami w moim kierunku. Spotkaliśmy się ze spojrzeniem, zapamiętam to spojrzenie przez całe życie. Była z koleżanką Wiolą Potępa [dyskobolką – red,], powiedziała do niej, „wszyscy oprócz niego”. Nie miała innego wyjścia, jak tylko przyjść, zacząłem ponownie z przeprosinami. Po mistrzostwach świata 2006 w Göteborgu, gdzie zdobyła brąz, ponownie zaprosiłem ją na kawę w ramach tych przeprosin. Tak się okazało …

Czy można odróżnić historię Kamili Skolimowskiej, sportowca i zwykłego człowieka?

Nie możesz, bo to te similar dwie postacie. Kama była na co dzień taka sama jak podczas rywalizacji o najwyższe stawki. Zawsze uśmiechnięty, zawsze pomocny, życie imprezy. Nie pamiętam, żeby robiła cokolwiek na pokaz, bez względu na to, czy odnosiła sukcesy w sporcie, czy była w kryzysie. Miałam wrażenie, że nie urodziła się po to, by zdobywać medale, choć po nie sięgała, ale by pomagać ludziom. Jej życiową dewizą było pomaganie, niezależnie od tego, w jakim momencie kariery była. Nie pamiętam, kiedy nikomu odmówiła. Byłem nawet wkurzony. Siedzieliśmy kiedyś w domu, była kontuzjowana, już walczyła z zakrzepicą, była zmęczona, ale dzwoniła jedna z koleżanek. Poprosił o pomoc w przewiezieniu czegoś. Wyskoczyła z łóżka, poleciała, a kiedy wróciła, zapytałem, kiedy wreszcie zacznie o siebie dbać. Patrzy na mnie swoimi kochającymi oczami i mówi: „Po to cię mam. Pomogę innym, a Ty się mną zaopiekujesz. ” Nigdy więcej nie zadałem tego pytania.

Chcesz powiedzieć, że Kamila nie przywiązywała wagi do sukcesów sportowych? Że byli przy okazji?

To nie tak. Chciała wygrywać, miała gen zwycięzcy, ale wiedziała, czym jest sport. Że przynosi rozczarowania i urazy, ale w tym wszystkim trzeba być człowiekiem. Nad trupami do celu – to nie było motto Kamy.

Mam wrażenie, że Kamila Skolimowska była jedną z niewielu zawodniczek świadomych swojej drogi.

Kama żyła bardzo szybko, bardzo szybko robiła wszystko, w tym postępy w sporcie, dzięki swoim genom. 99,99% ludzi na świecie nigdy nie doświadczy tego, co zrobiła Kamila w wieku 18 lat, zdobywając złoto olimpijskie w Sydney. Możemy sobie tylko wyobrazić napięcie, presję i oczekiwania, z jakimi musiała się zmierzyć. Dziś trudno znaleźć sportowca, który byłby w podobnej sytuacji i powiedziałby, z czym się zmaga. To jedna z największych tajemnic, która pozostanie na zawsze.

Nie macie wrażenia, że ​​po śmierci Kamili Skolimowskiej osoby odpowiedzialne za zdrowie i życie sportowca nie lekceważą nawet najmniejszych niepokojących objawów, że to, co wydarzyło się w 2009 roku zmieniło tzw. protokół bezpieczeństwa?

Zdecydowanie. Wiele się pod tym względem zmieniło. Słyszeliśmy w poprzednich latach ilu sportowców zmagało się z zakrzepicą i na szczęście wykryto ją znacznie wcześniej niż w młocarni Kamili czy innej Joanny Fedorow. Kiedy lekarz zobaczył Asię, przypomniał sobie przypadek Kamili i natychmiast wysłał ją na badania. Dzięki tak szybkiej reakcji Asia jest z nami. Jeśli odejście takiego młodego człowieka jak Kama można nazwać zwycięstwem, to w tym przypadku na jej przykładzie inni są zbawieni.

Jak Kamila Skolimowska weszła w pamięć obecnych gwiazd lekkiej atletyki?

Ciasno. Oraz Anita Włodarczyk i Wojtek Nowicki, którzy zadedykowali Kamie złoty medal olimpijski zdobyty w Tokio. Wojtek znał Kamę tylko przez chwilę, będąc na początku swojej podróży. Podczas rozmowy powiedziała mu: „Pamiętaj, że musisz ciężko pracować, być systematyczny i mieć wiarę w siebie. Tylko wtedy będziesz mistrzem. Te słowa wziął sobie do serca, mimo że był młodym chłopcem, a ona była już uznaną zawodniczką. Podczas tej rozmowy traktowała go jako najważniejszą osobę na świecie. Taka była.

Czujesz powagę sobotniego wydarzenia, jakim będzie Memoriał Kamili Skolimowskiej w randze Diamentowej Ligi?

Generalnie robimy wszystko, aby ten pomnik rósł w siłę. Wszystko, co robimy podczas tych zawodów, robimy dla Kamy. Nie ukrywam, że od tego zawsze zaczynamy. Od słów: co by Kama chciała. Niesie nas, czerpiemy z niego siłę.

Przejdź do Polsatsport.pl

Leave a Comment

A note to our visitors

This website has updated its privacy policy in compliance with changes to European Union data protection law, for all members globally. We’ve also updated our Privacy Policy to give you more information about your rights and responsibilities with respect to your privacy and personal information. Please read this to review the updates about which cookies we use and what information we collect on our site. By continuing to use this site, you are agreeing to our updated privacy policy.