Raków Częstochowa wyłamuje się z polskich kanoników

To już nieodłączny aspect rywalizacji i niestety często jedyny, w którym jesteśmy lepsi od naszych rywali z Islandii, Kazachstanu, Luksemburga, a nawet Słowacji. A nawet jeśli uda nam się pokonać przeciwnika, to przewaga na boisku rzadko jest adekwatna do różnicy środków finansowych. Niestety, patrząc w drugą stronę, gdy jesteśmy w gorszej sytuacji budżetowej, rzadko zdarza się, że tę przewagę bogatszych przeciwników możemy zrekompensować lepszą grą. Drużyny z Włoch, Anglii czy Portugalii zazwyczaj brutalnie pokazują nam miejsce w kolejce. Oczywiście nie oznacza to, że spodziewałbym się, że profesjonalny klub, taki jak Lech Poznań, wygra remis z Vikingur Reykjavik 14:1, bo to jest różnica w budżetach obu klubów. Należy się jednak spodziewać, że pewnie wygra i nie pozostawi rywalom zwątpienia, kto jest lepszym zespołem. Tak jak w przeciwnym razie zmierzysz się z rywalem z wyższej półki. Nie dziwi więc frustracja kibiców, którzy w czwartek wieczorem pojawili się na stadionie w Poznaniu i po ostatnim gwizdku sędziego wygwizdali swoich faworytów i klaskali rywalom. Bo w tej rywalizacji mistrzów dwóch krajów, niestety tylko Islandczycy mogą powiedzieć, że zrobili wszystko, co w ich mocy. A byli blisko gry na nosie polskiej drużyny.

Przeczytaj także: Lech Poznań zmierzy się z nowym przeciwnikiem – jego kibicami

Więc czego nam brakuje? Dlaczego to się dzieje? Odpowiedź znajdziemy na zdjęciach z ostatnich minut meczu, kiedy zawodnicy najlepszej drużyny Ekstraklasy w minionym sezonie marnowali jedną sytuację za drugą. Marnowali, bo brakowało im wszystkiego po trochu: umiejętności, spokoju i zimnej krwi, doświadczenia, determinacji. Może ci ostatni zostaną przesłuchani i powiedzą: tym razem walczyli, uciekali, próbowali. Być może, ale jeśli już, ten wysiłek był podszyty strachem i wstydem przed własną publicznością. To nie jest naturalna, wyuczona czy wyćwiczona determinacja. Tak, niektóre nawyki należy wychwycić i nauczyć się. Jeśli jej nie ma, to mamy taką szarpaną grę, a w ważnych momentach piłkarzy drżą nogi.

Na razie można śmiało powiedzieć, że Raków Częstochowa wyłamuje się z niezbyt pozytywnych kanonów polskiej klubowej piłki nożnej. Można być też pewnym, że zawodnicy pod teoretycznie słabszym rywalem Marka Papszuna zagrają jak najwięcej. W tej fazie kwalifikacji wystarczy awans do kolejnej rundy. O Rakowie można powiedzieć, że osiągnął pewien poziom i nie schodzi poniżej pewnego poziomu solidności. A jeśli rywal jest na podobnym lub nawet nieco wyższym poziomie, wicemistrzowie kraju zagrają na równych zasadach, a jeśli rywal będzie miał zły dzień, wykorzystają tę słabość. Od początku przygody tego zespołu w eliminacjach europejskich pucharów nie było meczu, którego zawodnicy i trener mieliby się wstydzić. Historia jest wciąż dość krótka, ale miejmy nadzieję, że uda nam się jak najdłużej uniknąć tak zwanych meczów hańby. Nawet jeśli częstochowianie przegrywali, to po walce z honorem. Nie będzie wstydem odpaść w 4 rundzie ze Slavią Praga, ale nie sądzę, by Raków był skazany na porażkę. Z kolei dla Lecha pokonanie Dudelange i awans do fazy grupowej Ligi Konferencyjnej to obowiązek i szansa na odzyskanie mocno nadszarpniętego zaufania kibiców.

Leave a Comment

A note to our visitors

This website has updated its privacy policy in compliance with changes to European Union data protection law, for all members globally. We’ve also updated our Privacy Policy to give you more information about your rights and responsibilities with respect to your privacy and personal information. Please read this to review the updates about which cookies we use and what information we collect on our site. By continuing to use this site, you are agreeing to our updated privacy policy.