Rewolucja w Lechu. Absolutny bohater ostatniego sezonu był największym rozczarowaniem w piłce nożnej

Czwartkowy wieczór to starcie formy dwóch najlepszych zawodników poprzedniego sezonu i liderów swoich drużyn. W maju Ivi Lopez odebrał nagrodę dla najlepszego piłkarza ligi i koronę najlepszego strzelca (20 bramek), ale Joao Amaral cieszył się mistrzostwami Polski, do których w 32 meczach popchnął Lecha Poznań czternastoma bramkami i ośmioma asystami. . Obaj błyszczeli i byli kluczowymi graczami Rakowa Częstochowa i Lecha Poznań. Z Lopezem nic się nie zmieniło. W tym sezonie ma już 4 gole i 3 asysty w pięciu meczach – pomógł przełamać Astanę 5:0 w drugiej rundzie eliminacji Ligi Konferencyjnej, aw kolejnej strzelił obie bramki ze Spartakiem Trnava (2:0). Z kolei w ekstraklasie gol z rzutu karnego pozwolił mu wygrać 3:2 ze Stalą Mielec. A Amaral? 7 meczów, 2 gole, jedna asysta.

Obejrzyj wideo
Koka, Dżem i kontrakt z Realem na 75 mln euro. Lewandowski „szedł, biegł, bo nienawidzi chodzić”

Jednak dla obu z nich liczby nie mówią całej historii. Lopez nie tylko strzela i asystuje, ale ma wpływ na niemal każdą ofensywną akcję Rakowa. Jego przyjaciele go szukają. Kiedy ich drużyna jest w potrzebie, oddają piłkę. W przypadku Amaral jest odwrotnie. Złe liczby i tak sproszkował swoją grę. Obie bramki strzelił słaby Dinam Batumi, gdy Gruzini byli już pełni. Wspomagała go bramka Kristoffera Velde w meczu 1:5 z Karabachem Agdamem, po czym Lech pożegnał się z Ligą Mistrzów i Ligą Europy. Amaral nie podnosi już drużyny w trudnych czasach, ale schodzi z nim na dno. Przykładowo – w ostatnim meczu ligowym z Wisłą Płock (1-3) Portugalczyk oddał tylko jeden celny strzał, podał piłkę tylko 16 razy, nie wykonał ani jednej próby dryblingu, miał jedno kluczowe podanie i ani jednego ulec poprawie.

Postawa Lopeza i Amarala znacząco wpływa na to, jak ich drużyny radzą sobie na początku sezonu.

Lewandowski zrobił furorę, ale Lewandowska skradła present. Nie pokazali tego w telewizji

Co się dzieje z Joao Amaralem?

Forma Amaral jest zastanawiająca, zwłaszcza, że ​​latem wszystko poszło zgodnie z planem. Rozpoczął przygotowania z drużyną, nie opuścił żadnego treningu i grał w przedsezonie. Nie miał problemów ze zdrowiem, a nowy trener John van den Brom nie zmienił swojej pozycji na boisku. Powodów należy szukać gdzie indziej. Na Bułgarskiej mówią, że na Portugalczyków duży wpływ miał wyjazd Macieja Skorży. „Miał dla niego instrukcję obsługi” – słyszymy.

Chodzi o to, że latem 2021 roku, kiedy Amaral wracał do Poznania z Pacos Ferreira po półtorarocznej pożyczce, niewiele osób w Lechu wierzyło, że może się jeszcze przydać. Sam zawodnik, będąc w Portugalii, również nie zakładał, że wróci do Polski na długo. Kluczowe znaczenie miały rozmowy ze Skorżą, który najpierw telefonicznie, a potem osobiście podczas obozu w Opalenicy namówił asystenta do pozostania w Poznaniu. U Bułgarskiej dominowała opinia, że ​​Amaral to osoba trudna – wycofana, mało komunikatywna, a przy tym przesadzona swoją wartością i umiejętnościami. Trener usłyszał to wszystko, ale postanowił sam to zobaczyć. Powiedział, że spróbuje dotrzeć do Amaral. I udało mu się.

Najpierw wprowadził go w ideę zmiany pozycji ze skrzydłowego na pomocnika grającego tuż za napastnikiem i często w jego roli. Skorża przekonywał Amarala, że ​​ma czystą kartę. Mówił też o oczekiwaniach, że praca defensywna jest konieczna, że ​​będzie jednym z najważniejszych graczy w zakładaniu pressów, że będzie mu ufać, ale musi ustabilizować swoją formę. Padło też wiele komplementów, dzięki którym Portugalczycy poczuli się docenieni. I to jest dla niego bardzo ważne. Później wyszedł na trening, a trawa pod nim rwała. Już na obozie wygrał rywalizację z Danim Ramirezem – głównie będzie to praca poświęcona i defensywna. Wciąż nie było wiadomo, jak przełoży się to na ligę.

Wyszło znakomicie. Amaral strzelił gole i asystował. Najdłuższą serią bez jego udziału w zdobyciu bramki były cztery mecze. Po drodze Skorża wiedziała, co zrobić, aby motywacja Portugalczyków była na wysokim poziomie. To piłkarz, który musi czuć się akceptowany. Nie lubi walczyć o pozycję w zespole. Marchewki dają dużo lepsze efekty niż kij. Słyszymy, że czasami Skorża przymykał oko na niedociągnięcia w swojej grze i podkreślał swoje udane zagrania. I tak stworzył najlepszego zawodnika w swoim mistrzowskim sezonie, na którego mógł liczyć w najtrudniejszych momentach – ze Stalą Mielec, kiedy Lech przegrywał 0:1 od drugiej minuty meczu, a Amaral szybko wyrównał z Wartą Poznań, kiedy mecz był skręcony. Mówię o spotkaniach, na których decydowały się losy mistrzostw. Raków tracił punkty, a Lech odrywał je od rywali.

Filip Mladenović, Ernest Muci, Kosta RunjaićWygrała Legia, a 21-latek dał nadzieję Runjaićowi. Jednak wzmocnienia w ataku są niezbędne

Cały Lech Poznań jest w złym stanie. „Zmiana skóry na van den Broma to rewolucja”

Mówiąc o obecnych kłopotach Amarala, przedstawiono de facto problemy całego Lecha. Nie tylko Portugalczycy są bez formy, ale cała drużyna – od obrońców po napastnika. Żaden zawodnik nie gra dziś lepiej niż pod koniec poprzedniego sezonu. Przyczyn można upatrywać w zaburzonym zmianą trenera okresie przygotowawczym, a także w zupełnie innym sposobie pracy van den Broma i Skorży. Lech w bardzo krótkim czasie przeszedł od skrajności do skrajności. Pomysł obu trenerów na grę i sama wizja idealnego meczu są dość podobne – obaj chcą mieć kontrolę, mieć piłkę, atakować pozycyjnie i bronić się z dużą presją. Ale droga do tego i metody treningowe są zupełnie inne. Skorża zalewał graczy wiedzą, godzinami rysował i ćwiczył schematy, szczegółowo analizował rywali. Z kolei Holender pracuje nowocześniej. Skupia się przede wszystkim na swojej drużynie, uwielbia małe gry i poprzez nie chce budować styl gry swojego zespołu. Na boisku pozostawia zawodnikom więcej swobody i chętniej polega na ich kreatywności. Na razie jednak to nie działa, bo po ostatnich meczach trudno odgadnąć, jaki plan miał Lech je rozegrać. Być może potrzebuje jeszcze więcej czasu, aby jego metody zaczęły działać.

Paradoksalnie, nawet twórczy Amaral radzi sobie lepiej, gdy w dużej mierze nie radzi sobie ze schematami. Rozkwitła wtedy jego współpraca z Mikaelem Ishakiem, a wymiana pozycji ze skrzydłowymi wyglądała dobrze. Obecnie, gdy zostają sami w ofensywie, ich pomysły sprowadzają się głównie do dośrodkowań w pole karne. I to jest gra, w której niski (172 cm) Portugalczyk nie jest najlepszy. Poza tym jest zawodnikiem bardzo podatnym na nastroje w klubie i wokół niego. Kiedy skacze na fali, może na niej pozostać. Im bardziej go chwalą, tym lepiej gra. Im lepiej o nim rozmawiają i piszą, tym lepszy ma humor i tym chętniej pracuje. Tymczasem atmosfera wokół Lecha, który jeszcze w połowie maja odebrał puchar za mistrzostwo, aw połowie lipca był już poza Ligą Mistrzów i Ligą Europy, jest fatalna. Nastrój – co jest naturalne – wpływa również na graczy. W Lechu mają nadzieję, że jeden dobry występ Amarala odblokuje go i pozwoli szybko wrócić do formy z poprzedniego sezonu. Mecz z Dinam Batumi nie okazał się takim przełomem i nie było kolejnych udanych pojedynków. Najczęściej kamery pokazują Amarala, który sfrustrowany błędami własnymi i kolegów przeklina pod nosem i owija ręce.

Nie ma jednak czasu na odbudowę. Lech w niedzielę rozegra w Lubinie mecz z Zagłębiem, aw czwartek będzie musiał odrobić straty z pierwszego meczu z Vikingurem Reykjavikiem. Jeśli zawiedzie na obu spotkaniach, może nie być z czego zbierać.

Lionel Messi i Anderson podczas meczu olimpijskiego„Golden Boy” nagle zakończył karierę, zarobił miliony euro. On nie żartował

Leave a Comment

A note to our visitors

This website has updated its privacy policy in compliance with changes to European Union data protection law, for all members globally. We’ve also updated our Privacy Policy to give you more information about your rights and responsibilities with respect to your privacy and personal information. Please read this to review the updates about which cookies we use and what information we collect on our site. By continuing to use this site, you are agreeing to our updated privacy policy.