Tragedia następuje po tragedii. Polacy toną

Napływ turystów przerósł oczekiwania nawet ratowników. Fala za falą ambulanse wodne nie zatrzymują się w portach ani na chwilę. Nareszcie tragedia. A ten, który najbardziej boli – umiera dziecko. Jak w przypadku ośmioletniej dziewczynki w Tałtach.

Dawid Góra

Tragedia nad jeziorem Tałty

Archiwum prywatne / Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe / Tragedia nad jeziorem Tałty

18 czerwca, sobota. Michał Warchoł, ratownik Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, przebywa w Hotelu Gołębiewski w Mikołajkach. Opowiada dzieciom o bezpieczeństwie na wodzie. Bo to nie tylko sport, ale przede wszystkim rekreacja i odpowiedzialność. Uczy prostych zachowań, które mogą uratować życie. Z przyjaciółmi organizował konkursy dla maluchów.

Zajęcia były świetne. Sami ratownicy mieli świetną atmosferę. Potrzebowali tego. Dziś rano interweniowali w zderzeniu dwóch jednostek na jeziorze Bełdany – jedna z rannych omal nie straciła życia.

Pusta hala. Kosiarki zbierają sprzęt. Nagle dzwoni telefon Michaela.

ZOBACZ WIDEO: „Z pierwszego balu”. Czerwona kartka dla agenta Macieja Rybusa. “To było żenujące”

Połączenie. Jezioro Tałty. Łódź spadła. Na pokładzie było siedem osób – cztery osoby dorosłe i troje dzieci.

Ratownicy działają natychmiast. Idą szybko do łodzi. Uruchamiają silnik.

Warchoł płynie na miejsce z dwoma ratownikami. Jest sternikiem.

Nadchodzi więcej informacji – dwie osoby z łodzi są pod wodą. Wciąż nie wyszli od wypadku.

To zajmuje tylko kilka minut. Są na miejscu.

Michał planował już przekazanie obowiązków sternika koledze. Sam zejdzie pod wodę. Jest wykwalifikowanym nurkiem z ogromnym doświadczeniem. Pozostali ratownicy pomogą poszkodowanym na powierzchni.

Pajęczyna łodzi. Ilość turystów utrudnia akcję. Ale kilka z nich pokazuje ratownikom, gdzie statek został zatopiony. Jedna osoba, która zaczęła tonąć, wyszła sama. Pod wodą wciąż jest ośmioletnia dziewczynka.

Michał schodzi pod powierzchnię. Ciemno i zimno. Widoczność nie przekracza dwóch metrów. Nie szuka ciała. Szuka łodzi. Doświadczenie mówi mu, że dziewczyna może być w niej.

Schodzi na głębokość 32 metrów. Zakłada 75 metrów torów. Jest to nylonowa lina o szerokości 2-3 mm, wskazująca trasę, jaką pokonuje nurek. Michał liczy na zaczepienie go na łodzi, dzięki czemu szybko odnajdzie miejsce na dnie, w którym osiadł statek.

Ratownik MOPR zatacza pełne szerokie koło. Komputer pokazuje mu wchodzenie w czas dekompresji, czyli usuwanie azotu z organizmu. Wkrótce w cylindrze nie będzie powietrza. Kolega z łodzi uzgodnionym sygnałem (przedłużający się dźwięk silnika) informuje go, że przybyli nurkowie ze straży pożarnej.

Pojawia się Michał. Przekazuje wszystkie informacje swoim kolegom nurkom, a wraz z ratownikami przeczesuje dno łodzi za pomocą sonaru. Jeden z nich zauważa plamę paliwa i bąbelki unoszące się w wodzie. Lokalizacja poszukiwań zmienia się kilka razy, ale dziewczyna nadal nie została znaleziona.

Aż do wieczora. Następnie łódź znajduje się na dnie grupy sonarowej strażaków z Olsztyna. Jak myślał Michał, ciało dziewczyny znajdowało się w kabinie pod pokładem.

Nie było szans na ratunek.

na zdjęciu: Michał Warchoł
na zdjęciu: Michał Warchoł

Uprawnienia

Prokuratura Okręgowa w Mrągowie wszczęła śledztwo w poniedziałek po tragedii. Incydent jest badany w celu spowodowania wypadku drogowego. Na początku ustalono, że łódź jest wypożyczona, a jej 41-letni sternik jest trzeźwy, ale nie ma licencji. Jak przez resztę rejsu nie miał na sobie kamizelki ratunkowej.

Według TVN24 ze wstępnych ustaleń policji wynika, że ​​łódź poruszała się szybko i mogła zostać uderzona boczną falą innej łodzi.

– Z naszych ustaleń wynika, że ​​łódź została wypożyczona z wypożyczalni. Sternikiem był 41-letni mężczyzna, który nie miał uprawnień do kierowania tego typu łodzią. Był trzeźwy. Podobnie jak pasażerowie – mówi Bogusława Pidsudko-Kaliszuk, szefowa prokuratury w Mrągowie, w rozmowie z tvn24.pl. – Właściciel łodzi powiedział podczas przesłuchania, że ​​zapytał dwóch mężczyzn, którzy do niego przybyli, czy mają pozwolenie. Stwierdził, że zapewnili go, że tak.

„Istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdyby wszyscy członkowie załogi mieli na sobie kamizelki ratunkowe, uniknęliby śmierci. To tylko domysły, bo nie wiadomo dokładnie, jak wyglądał second zatonięcia. Jednak z mojego doświadczenia wynika, że ​​brak kamizelek ratunkowych jest częstą przyczyną śmierci pod wodą. I rzadko którykolwiek wczasowicz decyduje się na nią – podkreśla w rozmowie z WP SportoweFakty Michał Warchoł.

I dodaje, że nadchodzące wakacje będą niezwykle trudne dla ratowników. Już teraz pojawiają się informacje o planowanych strajkach kontrolerów ruchu lotniczego i dalszych podwyżkach cen. Wakacje w Polsce nadal będą tańsze niż za granicą, a Polacy w tych czasach liczą się z każdym groszem. Co więcej, sytuacja polityczna na świecie nie zachęca do dalekich podróży.

– O ile majówka na Mazurach była stosunkowo spokojna, to podczas długiego czerwcowego weekendu czuliśmy się, jakbyśmy pracowali w wakacje. Obłożenie było gigantyczne – przyznaje Warchoł.

Od 16 do 19 czerwca MOPR interweniował 14 razy i udzielił pomocy 28 osobom. Zgłoszono 20 interwencji karetek wodnych, podczas których zespoły pomogły 22 ofiarom. Odbyło się sześć akcji technicznych. Osiem osób trafiło do szpitala. Odnotowano jedną śmierć.

Beztroski

– Wyjeżdżając na wakacje, turyści często zapominają o spakowaniu myśli. Niestety dotyczy to również rodziców. Zgodnie z polskim prawem dziecko w wieku poniżej 7 lat musi znajdować się pod opieką osoby dorosłej. Tymczasem rodzice o tym zapominają. Rozluźniają się tak bardzo, że spontaniczne dzieci znikają im z oczu. Do tego alkohol, telefony. Wtedy taki ojciec lub matka przybiegają do nas i zdziwieni alarmują, że ich dziecko zaginęło – tłumaczy Radosław Wiśniewski, ratownik MOPR w książce „WOPR. Życia na ratunek”.

Rodzice przekraczają wszelkie granice nieodpowiedzialności. Zwłaszcza z twoimi dziećmi.

– Dziecko bardzo szybko się gubi, zwłaszcza gdy jest małe. Ale dla turystów priorytetem na plaży jest często słońce, dobre miejsce, telefon, czasem książka. Rodzic rzuca hasło: „Nie idź za daleko” i masz kłopoty. „Mama będzie patrzeć, a ty nie wchodzisz do wody”. Tyle że w ogóle nie patrzą – chwytają za telefon lub odwracają się, by spojrzeć na słońce. W końcu musisz wrócić do pracy z opalenizną. Zwykle po zniknięciu dziecka matka sama szuka go przez kwadrans, a następnie powiadamia ratowników. Gdy podejrzewamy wejście do wody, angażujemy kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu ratowników. Jeśli korzystamy z uprzejmości plażowiczów, to mamy nawet kilkaset osób w wodzie, w łańcuchu. Zabieramy ludzi z brzegu i rozpoczynamy akcję poszukiwawczą. Pamiętam, jak o godzinie jedenastej przywieziono do nas w Sopocie wędrowne dziecko. Wzięliśmy je na chwilę w nadziei, że ktoś wkrótce się po nie zgłosi. Ale było już po 17 i nadal nie było nikogo. O szóstej dzieckiem zajęła się policja. Mniej więcej wtedy zadzwoniła pani i zapytała, czy czasami widzieliśmy jej dziecko. Po siedmiu godzinach! – mówi Maciej Dziubich, prezes sopockiego WOPR. Do dziś jest zszokowany nieostrożnością matki.

Beztroski to kluczowe słowo. Także w podejściu do pływania.

Światowa Organizacja Zdrowia przyjęła rezolucję, aby pomóc państwom członkowskim ONZ w zapobieganiu utonięciu, stając się bronią przeciwko nieostrożności i brakowi świadomości. Na jego podstawie WOPR chce stworzyć wytyczne dla Polski. Powstał zespół złożony ze specjalistów z zakresu profilaktyki. Polacy nie potrafią pływać.

– Namawiamy Ministerstwo Edukacji Narodowej do wprowadzenia obowiązkowych lekcji pływania w szkołach podstawowych. Dzieciaki albo nauczą się pływać, albo przynajmniej będą szanować wodę. Po zniesieniu obowiązkowych lekcji pływania wyrosło pokolenie beztroskie o wodę. Teraz to pokolenie ma dzieci, których nie uczy podstaw i stąd biorą się problemy z pływaniem. Chcemy, aby obowiązek powrotu z możliwością ukończenia tej edukacji z certyfikatem np. kartą pływacką. Walczymy też w Międzynarodowej Federacji Ratownictwa Wodnego (ILS) o uznanie międzynarodowej karty pływackiej na całym świecie. W wielu krajach jest tak, że wystarczy, że dziecko pozostanie na wodzie. Tymczasem powinien być w stanie się poruszać, czyli dopłynąć do pierwszego bezpiecznego miejsca; Chociaż tyle. Bo są miejsca, do których pomoc nie nadejdzie tak szybko, by ich uratować – tłumaczy Paweł Błasiak, prezes Zarządu Głównego WOPR, cytowany w książce „WOPR. Życia na ratunek”.

– Drugim elementem tego programu jest profilaktyka, czyli programy pierwszej pomocy na lądzie. Mamy projekt laboratoryjny z pięćdziesięcioma fantomami – w ciągu trzech godzin dzieci w rytm muzyki uczyły się wzorców zachowań w wodzie. Należy to powtarzać co roku lub co dwa lata. Aż w końcu stanie się trwały. Chodzi o mobilne laboratorium ratownicze, które jeździłoby po całej Polsce, a ratownicy prowadziliby szkolenia – kontynuuje.

Trzecim obszarem działalności jest promowanie bezpiecznego korzystania ze zbiorników wodnych. Większość rodziców nie jest nawet w stanie prawidłowo założyć kamizelki ratunkowej dla swoich dzieci, co powoduje, że wypadają z nich w wodzie. Szczęście w nieszczęściu, jeśli rodzice są blisko. Powodzenie programu zależy jednak od wysokości otrzymanego wsparcia rządowego. WOPR zgłosił się do odpowiednich resortów. Jej przedstawiciele chcą, aby program był interdyscyplinarny i apolityczny. Błasiak wierzy, że tak się stanie, ponieważ przez dwadzieścia lat był członkiem formacji bliskiej najważniejszym ludziom w kraju. Jako dyrektor Sztabu Akcji Ochronnej decydował nawet o jego funkcjonowaniu. Chodzi o BOR, gdzie pracował niezależnie od opcji politycznej, która weszła na salony. To było możliwe.

Ważne jest, aby politycy przypominali sobie o potrzebie wspierania ratowników i rozmawiali o ich pracy nie tylko w okresie świątecznym.

Dawid Góra, WP SportoweFakty

Dziecko płakało, a ojciec czekał, aż alkohol wyparuje. “Dramat” >>
Czarna seria. Polska tonie! >>

zgłoś błąd

WP SportoweFakty

Leave a Comment

A note to our visitors

This website has updated its privacy policy in compliance with changes to European Union data protection law, for all members globally. We’ve also updated our Privacy Policy to give you more information about your rights and responsibilities with respect to your privacy and personal information. Please read this to review the updates about which cookies we use and what information we collect on our site. By continuing to use this site, you are agreeing to our updated privacy policy.